
The Art of Simple life
Share
The Art of Simple Life
Świat stanął na głowie.
Za dużo na pokaz.
Za dużo sztuczności.
Za dużo osiągnięć, które nic nie znaczą.
Za głośno.
Za bardzo.
Coraz trudniej w tym wszystkim oddychać.
Dlatego w te wakacje wracam do prostoty.
Do rzeczy, które są prawdziwe.
Do relacji, w których nie trzeba niczego udowadniać.
Do ciała, które nie musi się spieszyć.
Do życia, które nie potrzebuje dramaturgii.
The Art of Simple Life – to nie jest trend.
To wybór. Codzienny, czuły, czasem niewygodny.
Przez najbliższe tygodnie będę dzielić się tym, co to dla mnie znaczy.
Prosto. Uczciwie. Bez ozdobników. Zapraszam Cię do tej serii.
Może Ty też chcesz spróbować żyć lżej.
O rzeczach
Niektóre rzeczy kupujemy z myślą, że coś zmienią.
Poprawią nastrój. Uporządkują dzień. Ułatwią życie.
A potem one zostają.
W szafie. W kosmetyczce. W głowie.
Zajmują przestrzeń, której miały nam przecież dodać.
Proste życie zaczyna się wtedy, kiedy potrafimy zostawić rzeczy, które niczego nie niosą.
O emocjach
Nie chodzi o to, żeby nie czuć.
Chodzi o to, żeby emocje nami nie rządziły.
Żeby nie zamieniać frustracji w opowieść.
Smutku – w deklarację. Zachwytu – w potrzebę pokazania.
Prawdziwa emocja nie potrzebuje relacji.
Wystarczy, że ją przeżyjesz.
O komforcie
Zajeżdżamy się w pracy.
Zajeżdżamy się w relacjach.
Zajeżdżamy się w tym, żeby „dobrze wyglądać” i „dobrze wypaść”.
Ale nie potrafimy wytrzymać zimnej kawy, opóźnionego lotu, braku sygnału.
Granice komfortu się przesunęły.
Nie tam, gdzie nam dobrze – tylko tam, gdzie nas nie boli.
O relacjach
Niektóre relacje są głośne. Wymagające. Pełne oczekiwań.
Zabierają ciszę. Zabierają przestrzeń. Zabierają Ciebie.
Proste życie to także proste relacje.
Takie, w których nie musisz się tłumaczyć z tego, że dziś nie masz siły.
Albo że po prostu milczysz.
O dramatach
Nie każda emocja wymaga komentarza.
Nie każdy problem to kryzys.
Nie każde milczenie to kara.
Życie bez dramatu nie znaczy życie bez emocji.
To życie z emocjami – ale bez krzyku. Bez wybuchu. Bez spektaklu.