
„Granice komfortu. O niewygodzie, której nie umiemy już znieść”
Share
„Granice komfortu. O niewygodzie, której nie umiemy już znieść”
Bywa, że nie ma akurat tego, co chcemy w sklepie. Że nie działa aplikacja. Że samolot się spóźnił. Że nie mamy idealnej poduszki, ulubionej kawy, komfortowego fotela. I to wystarczy, żebyśmy poczuli się...poszkodowani.
Nasza tolerancja na niewygodę dramatycznie się obniżyła.
W świecie natychmiastowości, perfekcyjnych rozwiązań, filtrów i usług na klik – każde odstępstwo od idealnego scenariusza odbieramy jako zakłócenie porządku świata. Jakby normalna niedoskonałość rzeczywistości była nie do przyjęcia. Czasem mam wrażenie, że trudniej nam wytrzymać brak dostępu do internetu niż do siebie samych.
Ale jest w tym paradoks.
Bo z drugiej strony – potrafimy znieść bardzo dużo.
Zajeżdżamy się w pracy.
Zajeżdżamy się w sporcie.
Pracujemy po nocach, biegamy mimo kontuzji, funkcjonujemy w relacjach, które nas wypalają.
Nie mamy granic – dla siebie.
Nadużywamy się.
Przyzwyczailiśmy się, że zmęczenie to norma, że brak siły to standard, że nie warto narzekać.
I właśnie to jest dla mnie najbardziej niepokojące: że nie umiemy już odróżnić, co jest zdrowym komfortem, a co strefą przetrwania. Że pomyliliśmy „wygodne” z „łatwe”, a „trudne” z „wartościowe”.
Granice komfortu się przesunęły
Nie w tym, co dla nas dobre – ale w tym, co znosimy.
Potrafimy żyć latami na emocjonalnym zapalnym, w napięciu, w stresie, w wyjałowieniu. A nie potrafimy wytrzymać pół godziny bez telefonu albo kolacji, która nie przyjechała do nas w 30 minut. Świat, który oglądamy, często jest wyretuszowany – czysty, estetyczny, bogaty. Nie widać w nim zmęczenia, pracy, czekania, frustracji. Nie widać realnego procesu. I w tym świecie bardzo trudno nauczyć się cierpliwości.
Albo docenić wysiłek.
Albo przyjąć niewygodę.
Nie chcę gloryfikować dyskomfortu. Ale wierzę, że jeśli nie nauczymy się go przyjmować – choćby w małych dawkach – to każda najmniejsza rysa będzie nas rozwalać. A jednocześnie będziemy dawać sobie przyzwolenie na przemęczenie i przeciążenie – bo „tak się żyje”.
Nie chcę tak żyć.
I nie chcę, żeby moje dzieci tak żyły.
Chciałabym, żebyśmy odzyskali kontakt z rzeczywistością – tą nieidealną, czasem szarą, czasem trudną, ale prawdziwą. I żebyśmy odzyskali w sobie zgodę na prosty komfort, który nie musi być spektakularny, ale jest realnym odpoczynkiem.
Zamiast życia w wiecznej wygodzie – wybieram życie w zgodzie.